USA w 30 dni – jak zwiedzić jak najwięcej nie bankrutując

Stany Zjednoczone są tak ogromne i mają tyle do zaoferowania, że lecąc tam, zwłaszcza pierwszy raz, można dostać bólu głowy planując swoją podróż. Co trzeba koniecznie zobaczyć, z czego zrezygnować, ile dni być w danym miejscu, jaki transport wybrać?  To naprawdę dość trudne decyzje, które mimo wszystko podjąć trzeba. Ja opiszę wam moją podróż, która trwała ponad 30 dni, a podczas której zobaczyłam największe atrakcje, najsłynniejsze miasta, mosty, pomniki i plaże USA.

Jak już wspomniałam wcześniej, w swoich poprzednich wpisach, dwa razy brałam udział w Camp America, po którym ma się miesiąc na zwiedzanie Stanów. Ja oba te razy odbyłam prawie taką samą trasę. Wiem, że USA ma mnóstwo miejsc do zaoferowania, ale po mojej pierwszej podróży, tak tęskniłam za tymi wszystkimi miejscami, że postanowiłam do nich wrócić i nacieszyć się nimi jeszcze raz.

Moje trasy wyglądały następująco:

Trasa z 2011: Nowy Jork – Las Vegas – San Diego – Tijuana Meksyk – Los Angeles – San Francisco – Bahamy – Miami – Orlando – Waszyngton – Filadelfia – Nowy Jork

Trasa z 2014: Nowy Orlean – Miami – Bahamy – Key West – Las Vegas – Wielki Kanion – Los Angeles – San Francisco – Nowy Jork

Każda z tras trwała lekko ponad 30 dni, w każdym miejscu spędzałam około 2-3 dni, a na całą podróż, wliczając transport, noclegi, jedzenie i atrakcje miałam do wydania 2200$. Podczas pierwszej trasy podróżowaliśmy w 4 osoby, a podczas drugiej w 5.

Poniżej chciałabym wam pokrótce przybliżyć jak wyglądało moje planowanie wyżej opisanych podróży, gdzie spaliśmy, czym się przemieszczaliśmy i co jedliśmy, żeby zmieścić się w naszym budżecie, ale też skorzystać ze Stanów jak najwięcej się da.

Transport

Transport wybieraliśmy głównie pod względem ilości pokonywanych kilometrów od punktu A do punktu B.  Największe odległości, takie jak Nowy Jork – Las Vegas, Miami – Las Vegas, czy San Francisco – Nowy Jork przemierzaliśmy samolotami. Bilety na te loty to kosz pomiędzy 100 a 150$ plus cena bagażu nadawanego.

Na trasy średnio długie, takie około 10-12 godzin wybieraliśmy autokary, głównie taniego przewoźnika Mega Bus lub znanego amerykańskiego Greyhound. Autokary to najtańsza opcja podróżowania po Ameryce. Bilety można kupić już od 1$, a tras jest naprawdę sporo. Niestety, jest to też najbardziej uciążliwy transport, zwłaszcza podczas ponad dziesięciogodzinnych podróży. Dlatego my wybieraliśmy zawsze autobusy, które jechały nocą. Wtedy człowiek jest zmęczony, za oknem ciemno i można spać. Rano wychodząc z autobusu, byliśmy wypoczęci i pełni energii na zwiedzanie kolejnego, nowego miasta. Autokarami podróżowałam na trasach: Nowy Orlean – Miami (z przesiadką w Orlando), Los Angeles – San Francisco oraz krótki odcinek Filadelfia – Nowy Jork.

Ostatnim rodzajem transportu było podróżowanie wynajętym samochodem. Ceny wynajmu samochodów w USA są naprawdę niskie, jednak różnią się sporo w zależności od stanu. W Miami znaleźliśmy wypożyczalnię, która oferowała auta już od 9$ za dzień. Dodatkowym plusem jest fakt, że sama benzyna jest stosunkowo tania, więc podróżowanie autem, kiedy jest nas czworo, czy pięcioro to rzeczywiście nieduży wydatek. Auto wynajmowaliśmy wtedy, kiedy wiedzieliśmy, że jadąc od punktu A do punktu B, po drodze jest sporo ciekawych miejsc, w których chcielibyśmy zatrzymać się chociażby po to, aby zrobić sobie zdjęcie.  Tak poruszaliśmy się po Los Angeles i okolicach w tym Orange County, czy na trasie Las Vegas – San Diego.

Noclegi

Couchsurfing

Najwięcej noclegów udało nam się załatwić przez Couchsurfing. Dla tych co nie wiedzą co to jest, krótko pisząc, jest to strona na której ludzie oferują swój kawałek sofy, łóżka, podłogi całkowicie za darmo. Ideą couchsurfingu jest poznawanie ludzi z całego świata. Ktoś da Ci dach nad głową, a Ty mu w podzięce opowiesz ciekawe histonie o swoim kraju, zrobisz tradycyjny polski obiad itp.

Jest to mój ulubiony rodzaj noclegów podczas podróżowania. I to nie tylko dlatego, że jest darmowy, ale przede wszystkim dlatego, że poznaje się wtedy niesamowitych ludzi, którzy przez krótkie dwa trzy dni stają się twoimi przyjaciółmi. Pokazują Ci miasto, wychodzą z Tobą na drinka, zapoznają cię z kulturą danego miejsca tak, jak sami, jako turyści, byśmy tego nie zrobili. Ja do teraz utrzymuję kontakt z kilkoma osoba, które udało mi się poznać poprzez couchsurfing. Taki rodzaj noclegu udało nam się znaleźć w Nowym Jorku, Las Vegas, Filadelfii, Key West i Los Angeles.

Hostele

W Stanach hosteli jest jak mrówków. Można wybierać, przebierać i się aż w nich pogubić. Dlatego zdecydowanie polecam szukania hostelu przez trzy kategorie: cena, okolica i opinie. Te ostatnie naprawdę warto czytać, żeby później się mocno nie zdziwić, a nawet bardziej obrzydzić. Hostele mają podobne ceny, jednak niektóre są stare, brudne i śmierdzące, dlatego też warto poczytać o danym miejscu zanim zabukujecie w nim pokój.

Hostele trochę podobnie jak Couchsurfing mają to do siebie, że można w nich poznać niesamowite osoby, podróżników pasjonatów z tysiącami opowieści, ludzi, którzy wybrali się na tripa, aby odnaleźć siebie oraz tych, którzy są niezłymi freakami. Sama obsługa hostelu to za zwyczaj wyluzowani młodzi ludzie, którzy z ogromną chęcią wybiorą się z Tobą na zwiedzanie miasta a jeszcze chętniej na zwiedzanie okolicznych pubów i klubów.

Ja w hostelach spałam, w zależności od wycieczki, na Miami Beach, Los Angeles, San Diego, w Waszyngtonie i Filadelfii.

Wyżywienie

O jedzeniu w USA można napisać cały osobny post, a nawet całą książkę ;). Ja napiszę krótko jak się żywiliśmy, że wyżyliśmy. Jedzeniowe pokusy czyhają na nas na każdym rogu. Stany to raj dla łasuchów, miłośników jedzenia wszelakiego. Jest tu mnóstwo fantazyjnych cukierni, tłuściutkich burgerowi, pachnących pizzeri i wiele wiele innych miejsc, które sprawiają, że zaczyna cieknąć ślinka. Jaki minus? Pomijając przybywające w rekordowej prędkości kilogramy, minusem są ceny. Za taki posiłek trzeba średnio zapłacić około 15$, co przy niskobudżetowym wyjeździe jest naprawdę sporo.

Co więc jeść, aby nie wydać fortuny na wyżywienie? Najlepiej jak najczęściej kupować w supermarketach produkty i przygotowywać swoje własne posiłki. Wszelkie hostele, czy apartamenty mają zawsze ogólnodostępną kuchnię, w której możecie ugotować sobie ciepły smaczny i co najważniejsze tani obiad. Większość hosteli zazwyczaj ma też śniadanie wliczone w cenę, więc warto z tego korzystać. Kiedy cały dzień spędza się na zewnątrz zwiedzając i nie ma możliwości przygotowania posiłku w kuchni, dobrą, smaczną i tanią opcją jest Subway. Często kupowałam tam dużą kanapkę, której ceny wahają się w zależności od rodzaju od 5$ do 8$. Najlepsze jest to, że jedna kanapka starcza na dwa posiłki, czyli mamy lunch i obiad z głowy. Kiedy nagle dopadnie nas głód, jest jeszcze opcja starego poczciwego McDonald’s i oferty 1$ Deal, gdzie za dolara kupimy cheeseburgera.

Wracając na chwilę do jedzenia w restauracjach, oczywiście nie rezygnujcie z nich całkowicie. Raz na jakiś czas, fajnie jest wydać trochę więcej na smaczny amerykański posiłek, zwłaszcza, że jedzenie to też duża część amerykańskiej kultury. Tutaj moja dobra rada, pamiętajcie, że w USA wszystko jest większe i tyczy się to też wielkości posiłków. Dlatego naprawdę warto zamawiać sobie jedzenie na spółkę. Obiecuję, że najecie się we dwoje, a jak nie to zawsze można coś jeszcze domówić. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że zamawianie jednej porcji tylko dla siebie kończy się przepełnionym brzuchem i w połowie wciąż pełnym talerzem.