To kiedy zaczynacie tę swoją podróż?

Oj mamy się z czego tłumaczyć. Zrobiliśmy sobie naprawdę duuuuużą przerwę od bloga. Głupio nam trochę, ale żeby ogarnąć na czas sprawy weselne i z Bobim to nie było zbytnio innego wyjścia. Kajamy się z tego powodu, wracamy ze zdwojoną siłą i obiecujemy, że od tej pory będzie nas tylko więcej. Jak to się mówi, otworzycie lodówkę, a tam MY!

Był ślub, wesele, a nawet poprawiny się zorganizowały, więc śmiało możemy powiedzieć, tak jesteśmy małżeństwem! Państwo Borowscy to my! Na przełomie ostatniego tygodnia otrzymaliśmy od rodziny, bliższych i dalszych znajomych, mnóstwo ciepłych słów i życzeń. Najwspanialsze dla nas jest to, że każdy z nich życzył nam, przede wszystkim udanych podróży, powodzenia z Bobim, dalszego spełniania marzeń. Wielu mówiło nam, że śledzi bloga i trzyma kciuki, żeby wszystko poszło po naszej myśli. A do tego, wszyscy zawsze pytali kiedy startujemy? No właśnie, kiedy? Oto nadchodzimy z odpowiedzią.

Plany, a rzeczywistość

Początkowo start planowaliśmy zaraz po Weekendzie Mistrzów Lacrosse, czyli po 16 czerwca. Start ten był zaplanowany jeszcze w świecie idealnym, kiedy to nasz Bobi miał dostać norweski przegląd za pierwszym razem. Jak wielu z was wie, niestety przeglądu nie przeszliśmy i musimy jechać do Stavanger raz jeszcze. Żeby nie wrócić znów z kwitkiem, oczywiście musieliśmy znaleźć mechanika magika, który będzie potrafił sensownie naprawić to co nie hula i nie zedrze przy tym z nas tysięcy złotych. Magika znaleźliśmy i to w samym Wrocławiu. Za sprawą jego magii, a przede wszystkim wiedzy w temacie T3, zniknęły nasze problemy z Bobim, jak i niestety te pare tysięcy (chwała gościom weselnym za serdecznie życzenia w kopertach 😉 ). Przynajmniej udało nam się znaleźć godnego zaufania specjalistę od „tetrójek”, a przy okazji okazało się, że facet ogarniał auto ekipie Busem Przez Świat. Na dzień dzisiejszy Bobi jest chyba najbardziej sprawną „tetrójką” w Polsce, więc prosimy trzymać kciuki, żeby i taki był dla Norwegów. Kolejny przegląd mamy umówiony na 22 czerwca.

Ach te sprawy urzędowe

No dobra! Czyli załatwiamy przegląd nr dwa i lecimy z tym koksem! I znów nie do końca. Wychodząc za mąż, zmieniłam nazwisko na nazwisko Przemasa, przez co jestem zobligowana do wymienienia wszystkich dokumentów. Wszelkie podania o wymianę złożyłam dwa dni po ślubie i o ile na nowy dowód i prawo jazdy czeka się do dwóch tygodni, tak na paszport muszę czekać minimum miesiąc. Teoretycznie, podczas podróży po Europie wystarczy mi sam dowód osobisty, jednak każdy podróżnik wie, że bez paszportu nie warto ruszać się z domu. Myślimy o tym, żeby po drodze zwiedzić Lwów, a jak znajdą się tanie loty do USA to polecieć tam na chwilę. Jedno jest pewne, start bez paszportu nie wchodzi w grę. Początkowo był plan, że jak paszport będzie już do odbioru, to po prosu wsiądę w samolot, gdziekolwiek będziemy i polecę go odebrać. Jednak po szybkiej kalkulacji, doszliśmy do wniosku, że taniej będzie po prostu poczekać.

No to kurde kiedy?

Ok, napisałam, jakie sprawy opóźniają nasz wyjazd, ale kiedy w takim razie pakujemy się do Bobiego i jedziemy w siną dal? No kiedy? Wiecie co? Okazało się, że odpowiedź na to pytanie jest bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. W planie pierwotnym podaliśmy, że naszą podróż poślubną zaczynamy od Alpakarium i oczywiście do Alpakarium dotrzemy, ale z racji, że wszystko nam się opóźnia, a ostatnie tygodnie były dość stresujące, postanowiliśmy, że nasza podróż zacznie się już. Bobi jest sprawny, nas już za bardzo czas nie nagli. Co prawda, są rzeczy które jeszcze musimy ogarnąć, jak sam przegląd, czy dokończenie mebli i zakup niezbędnych rzeczy do Vana, ale jesteśmy już po stresie, jesteśmy już w podróży. Wyjeżdżając z Wrocławia i kierując się na Szczecin, gdzie dokańczamy resztę spraw z Bobim, postanowiliśmy odwiedzić moją ciocię, która sprawuje obowiązki Sołtysa, w przepięknej wsi w górach Izerskich. Do Szczecina dotarliśmy akurat na Dni Morza, Przemek zabrał mnie na rejs po Odrze. Psychicznie żyjemy już w podróży poślubnej, żyjemy powoli i bez stresów, że coś pójdzie nie tak.

Nowe punkty na planie podróży

Podejmując decyzję, że podróż zaczynamy już, że od teraz się nie śpieszymy, postanowiliśmy jeszcze przed Apakarium, zawitać w kilka miejsc. W zależności od tego, jak końcowe sprawy z Bobim się potoczą, to może jeszcze przed wyjazdem na przegląd, wyskoczymy nad polskie morze. Samą trasę do Norwegii postanowiliśmy  przejechać drogami krajowymi, zamiast autostradami, aby mieć możliwość zatrzymywania się w ciekawych miejscach. Wracając ze Stavanger, chcemy w Niemczech odwiedzić na jeden dzień Heide-Park. Będąc z powrotem w Polsce, odwiedzimy rodzinę Przemka, która tak bardzo zapraszała nas do siebie podczas wesela. Zajedziemy też nad jezioro do moich rodziców, a także zagościmy u znajomych z Norwegii, którzy 30 czerwca w Kole biorą ślub. Odwiedzimy na dłużej ciocię w górach izerskich (po kolejnej wizycie, na pewno pojawi się post o tym pięknym zakątku polski), a na koniec zajedziemy znów do Wrocławia po odbiór dokumentów. Takie są plany, może kolejność się trochę zmieni, może z czegoś zrezygnujemy, a może dojdzie jeszcze kilka punktów na naszej mapie podróży. Sami nie wiemy. Najważniejsze, że już jesteśmy w podróży. Czasem podróż nie zaczyna się od wyjazdu w nowe miejsce, zaczyna się od głowy, a my psychicznie już podróżujemy, odpoczywamy, doświadczamy i poznajemy nowe.