Norwegia – krótkie podsumowanie trzech lat w kraju fjordów

Nasza przygoda z Norwegią dobiega końca. Poczułam, że jest to idealny moment, aby krótko podsumować to, co przez te 3 lata się wydarzyło. Były wzloty i upadki, tęsknota za Wrocławiem, a przede wszystkim za drużyną. Na szczęście zdecydowanie częściej było mnóstwo radości, uśmiechu i poczucia, że w danym momencie życia jestem dokładnie tam gdzie chcę być. Norwegii zawdzięczam bardzo dużo i na pewno będę wspominać ją z uśmiechem, mimo tego, że w chwili obecnej już tak bardzo oboje z Przemasem chcemy z niej wyjechać, że zaczęliśmy się pakować już 3 tygodnie przed moim wyjazdem.

Jak to się zaczęło.

W Norwegii moja stopa stanęła po raz pierwszy 20 czerwca 2015. Wcześniej nigdy nie chciałam jechać do tego kraju, gdyż kojarzył mi się przede wszystkim z brzydką pogodą, a ja uwielbiam ciepełko. Jednak, w mojej głowie zrodził się plan dłuższej podróży po Nowej Zelandii oraz w ogóle podróży dookoła świata. Wiedziałam dobrze, że Norwegia to kraj gdzie, jadąc na sezon, zarobię parędziesiąt tysięcy złotych, które pozwolą mi wyjechać na tak wymarzone Antypody. Początkowo planowałam Oslo, jednak do wyjazdy dołączyła się moja super kumpela z drużyny Gogo i namówiła mnie na Stavanger, gdyż miała tutaj znajomych. Plan sprzed wyjazdu był również taki, że przyjeżdżamy tutaj typowo na sezon, 3 miesiące i lecimy dalej. Jednak bardzo szybko, bo po dwóch dniach byłam już tak zakochana w tym miejscu, że od razu postanowiłam zostać tak długo, jak będę tylko chciała.

Początkowo mieszkałyśmy u kolegów Gogo, którzy ugościli nas najlepiej jak mogli i to dzięki nim miałyśmy mega ułatwiony start. Tak naprawdę kolegujemy się do teraz. Dzięki nim również poznałam Przemasa. Moje początki w Stavanger wyglądały zdecydowanie bardziej jak wakacje. Ciągłe imprezy, festiwale, poznawanie niesamowitych ludzi. Praca przyszła dopiero po miesiącu, bo po prostu nie za bardzo jej na początku szukałam. Mimo wszystko, do teraz nie żałuję tego miesiąca rozpusty, gdyż właśnie dzięki temu miałam czas zżyć się z miejscem i ludźmi i chcieć tu zostać. Nawet pogoda przestała mi zupełnie przeszkadzać, a raczej była dla mnie zdecydowanie łaskawa.

Życie codzienne

Po imprezowaniu i wakacjonowaniu trzeba było się ogarnąć i w końcu znaleźć pracę, a następnie mieszkanie. I tutaj naprawdę okazało się, że chcieć to móc. Razem z Gogo chodziłyśmy codziennie rozdawać dziesiątki CV po hotelach, restauracjach, firmach i agencjach pracy. Do prywatnych skrzynek wrzucałyśmy ludziom ulotki, że posprzątamy, pomalujemy itp. Pracę obie znalazłyśmy przez agencję, jako pomoc kuchenna na stołówkach pracowniczych. Bardzo spoko praca, jedyny problem, że nie był to pełny etat. Jednak kilkoro ludzi z ulotek, też się do nas odezwało i tak spokojnie zarabiałyśmy sobie nasze pierwsze norweskie korony. Po dłuższym czasie, pracy z agencji zaczęło być coraz więcej, a jak znów był przestój to Przemas załatwił mi wtedy pracę u siebie w kebabie. W międzyczasie poczułam, że to już ten czas, aby jednak spełnić swoje marzenie o Nowej Zelandii. Kupiłam bilety lotnicze i zaczęłam pracować jak mrówka, rankami dla agencji, wieczorami w kebabie. Pieniążków uzbierało się mnóstwo, a my wyjechaliśmy na dwumiesięczną  wycieczkę życia. Kiedy znów wróciłam do Stavanger szybko znalazłam nową pracę, w jakże wykwintnej światowej restauracji pod złotymi łukami McDonald’s. Jak nie trudno się domyślić, nie była to praca życia, nawet nie była jakkolwiek ciekawa, ale była bardzo dobrze płatna i co dla mnie najważniejsze, dawała bezproblemową opiekę medyczną. Koniec końców, kiedy postanowiliśmy, że wyprowadzamy się z Norwegii, McDonald’s stał się moim ostatnim miejscem zatrudnienia w Stavanger.

Od kiedy tylko, jeszcze razem z Gogo, znalazłyśmy pracę, szukałyśmy jakiegoś pokoju, żeby wyprowadzić się od chłopaków. Bardzo szybko, na polskiej grupie na fejsie znalazłyśmy ogłoszenie o dużym pokoju w samym centrum i to za naprawdę przyzwoitą cenę. Pojechałyśmy, poznałyśmy Krzysztofa, zobaczyłyśmy mieszkanie i od razu wzięłyśmy. I właśnie tak, podpisując z Krzysztofem, naszm nowym współlokatorem, kontrakt, stałyśmy się mieszkankami adresu Løkkeveien 78, który to później, za naszą sprawką stał się chyba najbardziej imprezowym adresem w okolicy. W centrum mieszkałam prawie rok. Gogo wróciła do polski, nawet Krzysztof wrócił, a ja zostałam. W międzyczasie, jak zaczęłam spotykać się z Przemasem, to więcej czasu spędzałam u niego, więc doszliśmy do wniosku, że najrozsądniej będzie jak się po prostu wprowadzę. I tak po raz kolejny i już ostatni przeprowadziłam się i zamieszkałam na mega wiosce Sola.

Za co jestem wdzięczna Norwegii

Skłamałabym jakbym powiedziała, że Norwegia nie zmieniła mojego życia. Gdyby nie ten kraj, to może dalej bym się jeszcze trochę szukała. Gdyby nie ona, to nie spełniłabym tylu swoich marzeń, nawet tych, które kiedyś były dla mnie jedynie odległą myślą. Przede wszystkim, dzięki Norwegii wiem, że już nigdy nie wrócę do pracy za biurkiem, do pracy w korpo, do pracy od 9:00 do 17:00. To nie dla mnie, zawsze się z tym źle czułam, zawsze to głównie monotonia pracy wyganiała mnie z Wrocławia i kazała podróżować. Ten kraj pokazał mi, że nie muszę się wstydzić tego co robię, póki daje mi to szczęście i satysfakcje. Przyznałam się przed sobą, że nie mam ogromnych ambicji zawodowych, że praca to dla mnie tylko półśrodek do mojego szczęścia. Dzięki sporym zarobkom, Norwegia pokazała mi również jak to jest żyć bez codziennych zmartwień. Pieniądze, których tak nie lubię, niestety dają tak wiele. Tutaj naprawdę chcieć to móc. Przez prawie 3 lata, łącznie rok pracowałam na pełny etat. Zazwyczaj było to jakieś 30 godzin tygodniowo. Dużo czasu dla siebie, a i tak o pieniądze nie trzeba było się martwić. Najbardziej jednak jestem wdzięczna za to, że w ogóle tutaj wyjechałam. Gdyby nie ten kraj, to nie poznałabym Przemasa, mojego przyjaciela, bratniej duszy, miłości życia, człowieka, który tak wspiera mnie w moich marzeniach, że w mgnieniu oka stają się rzeczywistością. We dwoje o wiele łatwiej nam brnąć do celu i wspierać się w trudnych momentach. A muszę przyznać, że pod koniec tych trudnych momentów było sporo. Przez ostatnie pół roku naprawdę skupiliśmy się tylko na odkładaniu pieniędzy, nigdzie prawie nie wychodziliśmy, jedynie praca i dom, co było bardzo frustrujące. Jednak wiedzieliśmy, że cel a raczej cele są tego warte. W końcu musieliśmy uzbierać na wesele, remont Westfalii i oczywiście na naszą kilkumiesięczną podróż po Europie. Gdyby nie możliwości Norwegii, nie bylibyśmy w stanie tak szybko tego wszystkiego osiągnąć.

Koniec

Tak właśnie kończy się nasza przygoda z życiem w Stavanger. Z przeogromnym uśmiechem na twarzy zabieramy nasz skromny dorobek i wyjeżdżamy. Radość jest nie do opisania bo wiemy, że czeka nas nowe, a oboje lubimy nowe. Czy wrócimy do Norwegii? Możliwe. Nigdy nie mów nigdy, prawda? Jak na razie zamykamy ten rozdział, pełni wdzięczności, za to co nam się tutaj przytrafiło.