Koszyce – miasto w którym można się zakochać

Na Słowacji nie byliśmy długo, tak naprawdę tylko przez nią przejeżdżaliśmy. Na naszej trasie były właśnie Kosice, trzecie co do wielkości miasto Słowacji. Postanowiliśmy zajechać na chwilę, zobaczyć jak w ogóle Słowackie miasta wyglądają i się zakochaliśmy.

Małe duże miasto

Oboje z Przemasem nie jesteśmy fanami miast, więc nie często planujemy je zwiedzać. O Koszycach słyszeliśmy, że warto. Jednak o wielu miastach ludzie mówią, że warto, a my zwiedzamy i potem niekoniecznie jesteśmy pod jakimkolwiek wrażeniem. Z Koszycami było całkowicie odwrotnie. Od pierwszej minuty popadliśmy w ogromny zachwyt. Miasto, pomimo tego, że jest po Bratysławie, drugim najliczniejszym miastem, tak naprawdę duże nie jest. Na 243km2 mieszka tu około 2340tys. mieszkańców. Obrzeża centrum może nie zachwycają, gdyż znajdują się tu głównie budynki mieszkalne w postaci starych wielkich betonowych klocków. Jednak nie można dać się zmylić temu, niezbyt ładnemu widokowi, ponieważ stare miasto Koszyc to całkiem inna bajka, dosłownie i w przenośni.

Stare Miasto

Starówka Koszyc zachwyca od pierwszego wejrzenia. To tu znajduje się największa historyczna zabudowa miejska jaką można spotkać na Słowacji. Przechadzając się szerokim deptakiem (ul. Hlavna) z obydwu stron można podziwiać niewysokie, kolorowe kamienice. W większości z nich znajdują się różne restauracje i sklepy. Wzdłuż kamienic biegną nieużywane już tory tramwajowe, które dodają miejscu swoistego uroku. Po środku deptaku rozmieszczone są kolejne zabytki i atrakcje. Najbardziej rozpoznawalnym miejscem jest gotycka katedra św. Elżbiety od której trudno oderwać oczy. Na jej wieży znajduje się punkt widokowy z panoramą miasta. Dodatkowo katedra jest największą katolicką świątynią na Słowacji.  Obok niej znajduje się również piękny ogród oraz kapliczka. Idąc dalej znajdziemy fontannę światła i dźwięku, która co godzinę rozpoczyna kilkuminutowy pokaz. Co ciekawe, muzyka nie wydobywa się z żadnych głośników, a wybijana jest z dzwonów zamieszczonych na słupie obok fontanny. Dźwięki dzwonków sprawiają, że oglądając pokaz, w sekundę można się przenieść do świata baśni. Nieopodal deptaku znajduje się ul. Hrnciarska, czyli ulica Rzemiosł. Jest ona bardzo wąska, a po obu jej stronach niegdyś znajdowały się przeróżne pracownie i sklepiki rzemieślników. Dziś można tu znaleźć głównie puby serwujące rzemieślnicze piwa, ale mimo wszystko bardzo warto się nią przejść.

Halusky

Bo czym byłoby zwiedzanie bez spróbowania lokalnej kuchni. Deptak przy ul. Hlavnej oferuje nam do wyboru mnóstwo restauracji. Są burgerownie, pizzerie, knajpki z kuchnią meksykańską, tajską, czy wegetariańską. My jednak postanowiliśmy spróbować typowego słowackiego dania, jakim są halusky. Na deptaku znajduje się restauracja „Haluskaren”, która serwuje domowe słowackie jedzenie. Zamówiliśmy średnią porcję haluszków z bryndzą i skwarkami, czyli najbardziej popularną, oraz ze szpinakiem i sosem serowym. Obie porcje kosztowały 4,90 euro i można było się nimi naprawdę mocno najeść. Wraz z Przemasem, nie byliśmy przekonani do tych z bryndzą, gdyż i mi i jemu wydawało się, że bryndzy nie lubimy. Zamówiliśmy je tylko dlatego, że jest to „must eat” na Słowacji. I całe szczęście, bo bryndza okazała się przepyszna. Szczerze, to obie porcje były bardzo dobre, trudno nam było wybrać, która lepsza. Wydaje nam się, że haluszki w każdym sosie z menu byłyby pyszne. A no właśnie, czym w ogóle są te halusky? Są to drobne kluski z ciasta ziemniaczano mącznego przecierane przez sito i podawane z różnymi dodatkami, sosami. Palce lizać.

Okolice Koszyc

Koszyce położone są nad rzeką Hornad, u styku Kotliny Koszyckiej i Rudaw Spiskich. Dookoła jest górzyście i zielono. My dwie noce spędziliśmy w oddalonym od Koszyc o 7km Bukovec. To bardzo małe miasteczko znajduje się przy dwóch sztucznych jeziorach. Mniejsze jeziorko jest dostępne dla ludzi. Wkoło niego znajduje się kilka kąpielisk z plażyczkami. Woda jest bardzo czysta, a w lipcu znośnie chłodna. W tej okolicy warto nie tylko popluskać się w jeziorze, ale również wybrać się na wycieczkę rowerową. My w dwie godziny przejechaliśmy około 25km wśród gór i łąk, zahaczając o tamę i większe jeziorko. Widoki podczas takiej wycieczki są naprawdę sielskie, wręcz resetujące głowę.

Do Koszyc wybrać się warto. Nawet na weekendowy wypad. My spędziliśmy tak tylko półtora dnia i wiemy, że jest jeszcze więcej rzeczy do zrobienia, miejsc do odwiedzenia. Można np. wybrać się do jednego z muzeów, albo poszwędać się szlakiem kolorowych murali. Jedźcie, zobaczcie i się zakochajcie w Koszycach jak my!