Fun Fun Fun

Na campie siedzę już 6 tygodni, wolne mam raz w tygodniu i nie zawsze wyjeżdżam wtedy poza teren campa. Czy to znaczy, że siedząc w lesie się nudzę? Zdecydowanie nie! Czas leci jak szalony i pomimo tego, że w ciągu dnia dopadła nas pewna rutyna, to wieczorami dzieje się naprawdę dużo.

Jak wygląda mój standardowy dzień na campie? Wstaję o 6:50 bo na 7:00 do pracy. Zawsze spóźniam się jakieś 5 do 7 minut. Obowiązkowo kawa. Moja prywatna kupiona w walmarcie, bo tej tutejszej lury nie da się pić i nawet nie chcę sobie przypominać jej smaku. Pracuję do 14 lub 16, różnie to bywa. Po pracy przebieram się w strój i idę na basen na 15:15 lub 16:15. Moczymy się tak wszyscy z godzinkę. Unosząc się na wodzie, pluskając przy rytmach muzyki lecącej z głośników zazwyczaj snujemy plany odnośnie dni wolnych lub podróżowania. Po basenie, w drodze do cabiny pijemy zimną czekoladę (tak jak kawa, zakupioną w walmarcie). Potem prysznic, dopieszczanko ciała aleosowymi balsamami, bo tutejsze słońce straszliwie przepala. Następnie leżę sobie na łóżku i czytam książkę, czekając aż moje ciało wchłonie te cudowne specyfiki ratujące mój młody wygląd. O 18:00 jest obiad. Po obiedzie jak przystało na dziecko XXI wieku zaspokajam mój głód internetowy i siedzę trochę w staff roomie na fejsbuniu, kwejku, gmailu, pudelku, jutubie i innych. W Polsce wtedy jest okolo 2, 3 w nocy więc niegdy nie udaje mi się z nikim pogadać. Następnie między 20:00 a 21:00 idziemy polską ekpią na siłkę (i tu chcialabym zaznaczyć, że jedynie my Polacy i Ukrainki kożystamy z siłowni, która jest dostępna dla wszystkich). Na siłce steperek, rowerek, różne maszyny na uda. Potem ćwiczymy babską ekipą brzuch z Mel B i Tiffany. Po siłce znów prysznic, balsamy. Tak właśnie mniej więcej wygląda mój dzień na campie. Ja nie narzekam.
Są oczywiście jeszcze wieczory i noce. Zazwyczaj o 22:45 mamy różne staffowe aktywności. Raz farbowaliśmy koszulki i jedliśmy ciastka, raz szefo przywiózł miliony donatów, przepysznych świeżych, pokrytych grubą warstą lukru prosto z Krispi Kreme! Zjadłam 3 na raz, a potem wyniosłam pudełko jeszcze z 6 mówiąc, że to dla chłopaków. Pragnę zwrócić uwagę o której to godzinie moje ciało przyjęło te pączki do organizmu. I jak tu nie tyć. Jednak chcialabym opisać przedostatnią noc, która byla taaaaaka wystrzałowa. Ja z Moniką zaczęłyśmy zabawę wcześnie, bo po 21 wbiłyśmy się na dyskotekę z najstarsza grupą. Wytańczyłyśmy się jak we wrocławskiej Bezsenności. Tutejsza czternastoletnia młodzież bawi się przy mocnym techno, drumowych remiksach, wulgarnych rapach. Najbardziej udeżyła mnie rozkminka, że te dzieci rozumieją każde słowo we wszystkich piosenkach. Drą swoje młode uśmiechnięte japki, wyśpiewując że dziś się tak mocno upiją, upalą, będą trząść tyłkiem i tym podobne. Właśnie wtedy jestem szczęśliwa, że dorastałam w Polsce i śpiewając te wszystkie piosenki Mr. President czy Aqua nie za wiele rozumiałam. Dzięki temu moje dzieciństwo wydaje się takie niewinne i wesołe. To jednak jeszcze nic. Prawie już pod koniec dyskoteki jeden z Counselorów krzyczy, że teraz będzie konkurs twerków i ten kto chce ma sie ustawić w linię jeden obok drugiego i odwrócić tyłem do widowni aka jury. Chętnych jest pełno, zarówno dziewcząt jak o chłopców. Ustawiają się w linię, zaczyna grać muzyka i nagle wszyscy zaczynają trząść swoimi młodymi pupkami przed twarzami szanownego jury, które to wszystko nakręca telefonami. Do finału doszły dwie dziewczynki. Co one robiły tymi swoimi pupami, o jo joj. Jednak w spódniczce bez oporów podrzucała ją do góry, aby jej tyłek w samych obcisłych majtkach jeszcze efektywniej się trząsł. Wygrała. Oczywiście.
Po takich emocjach wróciłyśmy z Monika do cabiny się przebrać gdyż dziś o 22:45 staff ma się stawić koło basenu w ciuchach, których już nigdy nie chcemy zobaczyć. Będzie messy night! Większość facetów przyszła w samych boksach, a co się będą szczypać. Stoimi tak czekamy co nas czeka, aż nagle przychodzą dziewczyny z wiadrami wypełnionymi czymś. Ktoś krzyczy messy night i się zaczyna. W moją stronę leci mały balon, ropryskuje się na moich udzie wylewając przy tym na mnie niebieską farbę. Szybka podbiegam do wiadram, biorę dwa balony i rzygam w ludzi przede mną. Nieważne w kogo trafię. Ucieszona patrzę jak jeden z moich balonów rospruskuje żółtą farbą na koszulce Danniego, kiedy ktoś zakłada się do mnie z tylu i zalewa moją całą głowę polewą czekoladową. Niewiele myśląc, szybko biegnę do stołu na którym można znależć „broń”, chwytam puszkę z pianką do golenia podbiegam do kogoś, zaczynam na niego pryskać, a on odwczięcza mi się wsmarowywaniem lodów waniliowych w bluzkę i twarz. Broń już się prawie kończy kiedy nagle Danny krzyczy „patrzcie tutaj jest jeszcze wielkie pudło z posypką do lodów”. Wszyscy jak jeden mąż ruszyli w jego kierunki. Po chwili wszyscy są już w kolorowej posypce. Jeden uradowany koleś biega w samych gaciach i krzyczy „patrzcie mam posypie na moim fiucie :)”. Kiedy już każdy z nas był pokryty kororowymi farbami, lodami, pianką do golenia, sosem czekoladowym oraz posypką, włączyli węża z wodą. Zaczęliśmy polewać się na wzajem, ale co najważniejsze, chłopcy polowali też wielki kawałek foli, który specjalnie z tej okazji został rozłożony na małej górce. Slajdy na cycach! Jak myśmy się ślizgali. Pojedyńczno, za ręce, jeden na drugim. Wszędzie szczęśliwe, ucieszone mordki. Podczach tego ślizgania i polewania się wodą, zmyliśmy z siebie większość pokrywających na słodkości. Nagle ktoś krzyczy „baseeeeen!” I po chwili wszyscy stoją koło wejścia na basen. Ktoś otwiera drzwi, ktoś włącza oświetlenie, a jeszcze ktoś inny muzykę. Teraz mamy pool party! Zadowoleni pływamy, wygłupiamy się, chłopcu próbują nas podtapiać. Co za wszechobecna radość! Pomoczyliśmy się tak z niecała godzinkę i trzeba bylo wracać, bo o 1:00 zaczyna się cisza nocna, a ja na 7:00 do pracy.
Na koniec chcialam tylko podsumować, że ta noc byla jedną z lepszych nocy, a cala impreza, pool party bylo porównywalnie ekstra, z pool party na tegorocznym ASR i to wszystko bez kropli alkoholu! Amerykanie naprawdę wiedzą jak się bawić.
Dziękuję. Dobranoc.