Czym różni się turysta od podróżnika?

To będzie pierwszy wpis, rozpoczynający długi cykl postów o popularnej teraz (i bardzo dobrze!) tematyce dbania o naszą JEDYNĄ planetę. Zacznę chyba bezpiecznie, od tego jaka jest różnica między turystą, a podróżnikiem i dlaczego warto być tym drugim?

Od kwietnia mieszkam w Praia da Luz. Jest to niewielkie miasteczko w Portugalii, które żyje głównie z turystyki. Sezon wakacyjny to dla tego regionu okres zarobkowy, im więcej turystów, tym lepiej. My sami otworzyliśmy tutaj wypożyczalnię rowerów, nastawioną na turystów. Chcemy, żeby ci turyści byli, odpoczywali i wydawali pieniądze. Ktoś wydaje, ktoś zarabia, tak to przecież wygląda. Mimo wszystko, z dnia na dzień mam turystów coraz bardziej dość. I nie chodzi o tłumy na plaży, czy ulicy, o brak miejsc parkingowych, czy głośne imprezy do rana. Chodzi o to, co tacy turyści sobą reprezentują.

Zwiedziłam już trochę świata i niestety ze smutkiem muszę powiedzieć, że turysta wszędzie jest taki sam. Wszystko jedno czy to Portugalia, Tajlandia, Polska, czy Norwegia.

Kim jest turysta?

Przykro mi to pisać, ale od paru lat większość ludzi wyjeżdżających na urlop zachowuję się, jakby mogli wszystko i wszystko im się należało. Płacę, wymagam i mam wszystko w dupie. Cały rok haruję dzień w dzień, więc na tydzień wakacji mogę sobie wyłączy mózg całkowicie. Nie mam racji? Może nie do końca, bo niestety śmiem twierdzić, że niektórzy tak jak na wakacjach, zachowują się i w domu.

Pierwsza oznaka turystów: SYF!

Jak już wspomniałam, w Praia da Luz mieszkam od kwietnia. Kiedy się tu sprowadziliśmy, turystów jeszcze za bardzo nie było. Było za to czysto. Wraz z lipcem zaczęły się tłumy i śmieci. Wszędzie. Zwłaszcza na ulicach i plażach. Kiedy ma się psiaka, tak jak od niedawna my, to ten brud widać jeszcze bardziej, bo taki pies wszystko do pyska bierze. Nie będą nawet pisać, co ja Forestowi z gęby wyciągałam, bo sama jem właśnie lody i chcę, żeby dalej mi smakowały. Dobra, mamy ten wszechobecny śmietnik i wiecie co teraz się dzieje? Taki turysta wraca i mówi „ale w tej Portugalii brudno, Portugalczycy to syfiarze…” A no właśnie kurde nie! To ty drogi turysto sprawiasz, że w takich miejscach jest brud. Słońce tak przygrzewa, że rączki nie mają siły donieść papierka po lodzie do najbliższego kosza na śmieci. Wywalę na ziemię, przecież widać, że inni też śmiecą, więc co się będę spinać. Brawo Ty!

Druga oznaka turystów: coś było i nima amba Fatima?

Bo zakazy są po to, żeby je łamać… Przyleci taki jeden z drugim na wakacje życia, do takiej Tajlandii, czy Portugalii. Pogoda piękna, widoki jeszcze lepsze. Brakuje tylko zajebistych na maxa fot! Nagle jest! To idealne miejsce do foty na Insta. Co tam, że wcześniej stoi tabliczka z napisem „zakaz wstępu” czy inne „danger”. Tam będzie idealnie i już! Idę! Niech znajomi na chacie zazdroszczą. Jeden wejdzie i nic się nie stanie, drugiemu też się uda, ale przyjdzie kolejny i jeszcze jeden i po ptokach. Skała zarwana, zieleń zadeptana, nie ma już tego pięknego miejsca. Jaka szkoda… Jak to się stało? A no do cholery był znak „zakaz wstępu” to on tak sobie tam stał, czy co?

Trzecia oznaka turystów: jest popyt, jest podaż.

Turysta chce zdjęcie z tygrysem? Proszę bardzo, naćpamy tygryska i będzie potulny. Nasz klient, nasz pan. Turysta chce się przejechać na słoniu? Spoko, powbijamy słonikowi w łeb parę razy haczyk i będzie się słuchał. Nasz klient, nasz pan. Turysta chce zobaczyć tę sławną plażę z filmu? No problem my friend. Zawieziemy tysiątki turystów dziennie na rajską plażę, płacą to zobaczą. Nasz klient, nasz pan.

Podróżnik, kto to taki?

Z czystym sumieniem mogę się nazwać podróżniczką. Turystką? Za żadne skarby. Chociaż zdarza mi się polecieć na wakacje All Inn i korzystać z turystycznych atrakcji. Ale z głową i w zgodzie ze mną i naturą.
Podróżnik to osoba, która wyjeżdża z domu z otwartym umysłem. Świadomie jedzie do nowego, nieznanego miejsca, aby poznać je takie, jakie jest. Akceptuje panujące tam zwyczaje, kulturę. Szanuje wszystko, co mieszkający ludzie tam mają.

Pierwsza oznaka podróżnika: świadomość i wiedza.

Jadąc do innego kraju, a nawet miasta, spotykamy się z różnicami. Inne zwyczaje, kultura, religia. Inne nie znaczy gorsze, ba, dla podróżnika inne często znaczy ciekawsze. Bo po to się podróżuje, żeby zobaczyć, zrozumieć inne. Dlatego warto już przed wyjazdem zaznajomić się z danym miejscem. Przecież dobrze wiedzieć jak gdzieś się zachować, co może nas zaskoczyć, czy po prostu co na nas czeka. Dzięki takiemu wcześniejszemu reaserchowi, zawczasu może się okazać, że miejsce, które początkowo wybraliśmy jest jednak nie dla nas? Może warto poszukać czegoś innego? Podróżnik też chce korzystać z atrakcji turystycznych. Bo jak lepiej poznać zwiedzany zakątek, niż z przewodnikiem? Jednak atrakcje są różne. Warto zagłębić się w nie bardziej, aby wybrać te najbardziej wartościowe, a za razem te, które dają nam prawdziwą możliwość poznania, nie krzywdząc przy tym innych (przyrody, zwierząt, ludzi).

Druga oznaka podróżnika: życzliwość i otwarty umysł.

Kiedy lecę do muzułmańskiego kraju, wiem, że w bagaż lepiej zapakować ciuchy lepiej okrywające ciało. W końcu nie chcę nikogo do siebie zrażać i pakować się w kłopoty. Wiem, gdzie lecę, więc się dostosuję. W tej samej idei, na hiszpańskich plażach, bez większej krępacji mogę śmiało paradować topless, bo tam nikt na to nie zwraca uwagi. Co kraj to obyczaj, a kiedy się spróbujemy dostosować, a może nie tyle co dostosować, co zaakceptować, tym lepiej dla nas i naszego podróżowania. Kiedy lecimy do biedniejszych krajów, warto też pomagać. Najmniejszy gest się liczy. Można przywieźć ze sobą trochę szkolnych przyborów dla dzieci, czy zrobić zakupy rodzinie, u której się właśnie zatrzymujemy. Podróżnik, w odróżnieniu od turysty nastawiony jest na dawanie, a nie branie.

Trzecia oznaka podróżnika: traktuje cały świat jak dom.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Nawet podróżnik cieszy się z powrotów. Zwłaszcza po tych długich podróżach, w odległe zakątki. Czysta, pachnąca naszym ulubionym płynem pościel, nasze łóżeczko i nasz kibelek. Nie ma drugiego takiego miejsca jak dom. Dokładnie! Zarówno dom, w którym mieszkamy, jak i ten, na którym żyjemy. Ziemia jest naszym domem, na niej żyjemy i o nią musimy dbać, jak o własne cztery ściany. Podróżnik o tym wie. Dlaczego? Bo dzięki świadomemu podróżowaniu, widzi niestety, jak nasza planeta niszczeje. Co my ludzie z nią robimy i stara się, nawet w najmniejszej cząstce to naprawić, zatrzymać. Podróżnik nie śmieci, a raczej sprząta po innych. Podróżuje ze swoim kubeczkiem, woreczkiem i pojemniczkiem, żeby nie używać jednorazowych opakowań. Po prostu dba o naszą planetę, bo ją kocha, tak jak kocha swój dom.

To co wybierasz?

Wolisz być turystą, czy podróżnikiem? Mam nadzieję, że po tej lekturze zdecydowanie tym drugim. Bo podróżnik nie musi od razu lecieć w świat na pół roku. Może po prostu co któryś weekend jechać i zwiedzać nowe okolice. Byleby świadomie. Czy turystyka i podróżowanie niszczy naszą planetę? Niektórzy bez zająknięcia powiedzą, że tak. Bo samoloty, śmieci itd. Ja uważam, że świadome podróżowanie nie niszczy ziemi, a nawet jej pomaga. Pomaga, bo otwiera oczy na to, co dzieje się dookoła. Dzięki podróżowaniu stajemy się bardziej wrażliwi na to, co nas otacza.

Także, podróżujmy, świadomie, otwarcie i z uśmiechem na twarzy, a każde odwiedzane miejsce traktujmy jak dom.